Wtorek
14.04.2026
nr 104 (7562 )
ISSN 1734-6827

Hyde Park Corner



Temat: Towarzysze Pamiętają?

Autor: kudłatyx  godzina: 07:21
IGOR, w swym przebłysku intelektu wyjaśnij nam, co miałbyś przeciw temu, że poprzez Nord Steam 2 popłynie gaz do zjednoczonej UE??? (pomijamy, że to od gaz od ruskich)

Autor: August  godzina: 09:59
Wydaje się że to motto przewodnie do wstępnych dywagacji ; ‘’Z kim knuć, palić gwałcić i mordować, aby wyjść na swoje?’’. Sformułowanie, którego używasz, brzmi jak opis specyficznego scenariusza który ten świat wielokrotnie doświadczał . Jeśli szukasz postaci, z którymi „wyjście na swoje” w takim brutalnym stylu jest najbardziej efektywne, warto spojrzeć na kilka klasyków: Wikingowie ich model biznesowy opierał się na szybkich rajdach, łupieniu klasztorów i osad, co pozwalało im szybko gromadzić bogactwo i wpływy. Kozacy w literaturze (np. „Ogniem i mieczem”) to towarzystwo, które nie stroniło od ognia i miecza, a ich lojalność bywała zmienna, co dawało szansę na ugranie własnych interesów w chaosie wojen. Najemnicy jeśli chcesz „wyjść na swoje”, Bronn z „Gry o Tron” jest wzorem. Nie ma skrupułów, zmienia strony konfliktu tak, by zawsze kończyć z zamkiem, tytułem i pełną sakiewką. Horda Mongołów (Czyngis-chan) jeśli skala ma być globalna. Mordowanie i podboje były tu narzędziem do budowy największego imperium lądowego świata. Wybór zależy od tego, czy celujesz w średniowieczne błoto, fantastyczny cynizm czy historyczny podbój. Skoro traktujemy to jako motto do głębszych dywagacji nad naturą brutalnego pragmatyzmu, to każdy z tych przykładów uczy innej „szkoły” przetrwania kosztem innych: Wikingowie to szkoła mobilności. Ich sukces brał się z tego, że uderzali tam, gdzie nikt nie spodziewał się ataku, i znikali, zanim nadeszła odsiecz. Aby „wyjść na swoje”, trzeba być szybszym od reakcji systemu. Kozacy to szkoła wykorzystywania chaosu. Funkcjonowali na styku mocarstw, grając na nosie królom, carom i sułtanom. To strategia dla kogoś, kto potrafi żeglować po wzburzonym morzu polityki, nie należąc do żadnej przystani. Bronn (Najemnicy) to szkoła czystego cynizmu. Tu nie ma ideologii, jest tylko bilans zysków i strat. To najbardziej "nowoczesne" podejście – lojalność kupuje się złotem, a sprzedaje za bezpieczeństwo. Mongołowie to szkoła bezwzględnej logistyki. Mordowanie nie było dla nich celem, a psychologicznym narzędziem – niszczyli jedno miasto do fundamentów, by dziesięć kolejnych poddało się bez walki. Który z tych „modeli biznesowych” najbardziej pasuje do USA i Twoich dalszych rozważań ?

Autor: WIARUS  godzina: 10:29
Nieśmiało sugeruję zastosowanie aktualnie nazwanego przez Marszałka Sejmu sposobu działania wojennego, którego określenie wywołało reakcję wysłannika mistrza i realizatora współczesnego oddziaływania na światowy system polityczny i ekonomiczny.


Autor: Robert123  godzina: 10:52
Auguście , te słowa to trawestacja przyśpiewki o "My Lai". (Bóg zaprowadzi mnie do My Lai, tam będę ........). Świat się tak bardzo nie zmienił i wskazujesz wybitnych sojuszników, ale niestety wyginęli. Z nich najtrwalsze efekty osiągnęli Mogołowie, potomkowie Czyngis chana stworzyli stałe i stabilne kraje: - jeden stworzył dynastię Chin, znaną z filmu o Marco Polo, - drudzy cesarstwo Indii, gdzie dopiero Wiktoria przejęła ich tytuł cesarzowej Indii, a i Tadż Mahal po nich zostało, - ci najbardziej okrutni zbudowali Samarkandę i okolice. Po Wikingach zostały tylko wykopaliska, po Kozakach zgliszcza, Najemnicy nie zbudowali niczego, ale fakt faktem Malbork sprzedali :) Może to okropne, ale draństwie lepiej się wychodzi. W II wojnie już nas zmasakrowano, teraz lepiej się dać. Patrz na Żydów, jak się zmienili. Szukamy zatem dalej.

Autor: August  godzina: 12:50
No to szukajmy . Temat ciekawy i co ważne bardzo na czasie uwzględniając wydarzenia Węgierskie. Wypowiedz Czarzastego zacytowana przez Wiarusa ‘’przywódca chaosu’’ odpowiada zdefiniowaniu przeze mnie kozaków. Wypisz wymaluj USA funkcjonuje lawirując na styku mocarstw, grając na nosie np. Królowi Anglii, Carewiczowi Rosji czy Sułtanom komuszym Chin. To strategia dla kogoś , kto potrafi żeglować po wzburzonym morzu polityki, nie należąc do żadnej przystani. Trump redefiniuje relacje z Chinami i Rosją, traktując je nie jako ideologicznych wrogów, lecz jako „partnerów handlowych” lub okazje inwestycyjne. Próbuje przy tym wbijać klin między Pekin a Moskwę, co przypomina dawne gry o wpływy na Dzikich Polach. Jego administracja otwarcie rzuca wyzwanie dotychczasowemu porządkowi liberalnemu i sojusznikom z NATO, zmuszając ich do ustępstw pod groźbą wycofania ochrony. To działanie kogoś, kto nie czuje się związany z żadną „przystanią” (instytucją), lecz traktuje świat jako wielkie pole negocjacji. Trump „uzbraja chaos”, by trzymać przeciwników (i sojuszników) w niepewności. Pozwala mu to na nagłe zwroty akcji, jak np. niespodziewane ataki na Iran czy radykalne propozycje gospodarcze, co uniemożliwia innym mocarstwom przygotowanie trwałej strategii obronnej. Trump rzeczywiście zaadaptował model „kozackiej swobody” do realiów XXI wieku. W tym ujęciu „przywódca chaosu” to nie ktoś, kto nad nim nie panuje, ale ktoś, kto go generuje, by stać się jedynym punktem odniesienia. Dziś jego próba rywalizowania z autorytetem Papieża zakrawa na wizytę jako stałego pensjonariusza zakładu zamkniętego . Tak jak Kozacy nie czuli się poddanymi ani Króla, ani Cara (służąc temu, kto dawał większe przywileje), tak Trump traktuje sojusze jak kontrakty terminowe. Jeśli NATO czy WHO „nie dowożą” zysku dla USA, są kwestionowane. To koniec ery „bezpiecznych przystani” na rzecz permanentnego chaosu. Trampowy instynkt „Dzikich Pól” to wprowadzanie elementów nieprzewidywalności. Tak jak Kozacy opierali się na charyzmie atamana, a nie na skomplikowanym prawie. Tak Tramp buduje politykę zagraniczną na relacjach osobistych („mój przyjaciel Xi”, „rozmowy z Putinem”), co pozwala mu omijać tradycyjne kanały dyplomatyczne i grać na nosie „elitarnym salonom”. Wspomniana fraza o „przywódcy chaosu” idealnie opisuje ten stan: to nie jest bezład, to dynamiczne zarządzanie kryzysem, w którym jedynym stałym elementem jest interes gracza, który nie daje się zamknąć w żadnej strukturze. Czy Twoim zdaniem taka „kozacka strategia” Trumpa ma szansę trwale przebudować światowy porządek, czy raczej doprowadzi do jego ostatecznego rozpadu?

Autor: WIARUS  godzina: 14:12
Wyjście do przodu czy zabezpieczanie tyłów? Czyja to inicjatywa?
Indonezja dołączyła do tzw. Rady Pokoju Donalda Trumpa, a wcześniej podpisała z USA umowę handlową. (www.lowiecki.plhttps://wydarzenia.interia.pl/zagranica/news-usa-znalazly-partnera-w-kluczowym-regionie-w-tle-ropa-i-kole,nId,23327601)


Autor: Robert123  godzina: 19:16
Zostawi trwały ślad, nie wiemy jaki, ale dużo już zmieniła. Zmieniła planowanie i ocenę trwałości sojuszy, skłania do szukania nowych oraz do rozważania innych relacji i sojuszy. Zburzone zostało wygodne status quo, które istniało od lat 90-tych: spokojne NATO, bezpieczny dostęp do surowców, przekonanie, że reszta świata nas będzie naśladować (Zachód), a nic nikomu nie grozi, co najwyżej kolonialna wojenka w III świecie.

Autor: Robert123  godzina: 19:44
Trudno mi się zdecydować co to da: eksperyment Calhouna z myszami pokazał, że nie ma życia bez walki, sporu, agresji, konkurencji. Wnioski są wcale nie fajne. Imperia bez ekspansji giną. Co chce i co musi USA- zdestabilizować Chiny, stąd okopuje się na kontynencie Ameryk i szuka przyczółków i sabotażu w Eurazji. Kto będzie Rzymem, a kto Kartaginą? Kiedy do zwycięzcy przyjdą nowi barbarzyńcy śmierdzący piwem:)

Autor: Robert123  godzina: 19:44
Trudno mi się zdecydować co to da: eksperyment Calhouna z myszami pokazał, że nie ma życia bez walki, sporu, agresji, konkurencji. Wnioski są wcale nie fajne. Imperia bez ekspansji giną. Co chce i co musi USA- zdestabilizować Chiny, stąd okopuje się na kontynencie Ameryk i szuka przyczółków i sabotażu w Eurazji. Kto będzie Rzymem, a kto Kartaginą? Kiedy do zwycięzcy przyjdą nowi barbarzyńcy śmierdzący piwem:)