Poniedziałek
08.02.2010
nr 039 (1653 )
ISSN 1734-6827

Psy myśliwskie



Temat: kolejne norowanie i zarazem pytanie.

Autor: sanczopanda  godzina: 08:21
Trojak, chodzi mi sztuczne nory, które buduje się w obwodzie, celem zasiedlenia ich przez lisy. Ktoś powie: "Co to za polowanie?" W obwodzie, w którym jest zwierzyna drobna, każdy sposób ograniczania liczebności drapieżników jest dobry.

Autor: Gringo  godzina: 08:38
Skoro strzeliłeś liszkę to ewidentnie w norze pozostawał jej adorator, bądź kilku adoratorów (bo przecież cieczka w pełni) i to oni sprawili pieskowi manto. Co do akcji ratunkowej to zaczynam jeśli nie słyszę przez dłuższy czas żadnych odgłosów pracy psa. W ostatni wtorek miałem taką sytuację, że odkopałem sukę po czterech godzinach od wejścia do nory. Okazało się że suka zdławiła już odwróconego lisa, który blokował jej wyjście oraz sprawił, że nie było nic słychać. W sobotę za to polowanie w opuszczonej stodole. Wchodząc do stodoły zobaczyłem lisa na pięterku z sianem, który ma mój widok błyskawicznie czmychnął. Kolega obstawiał tył stodoły, a ja z psami moja suka i kolegi jamnik do roboty. Dla suki stodoły to nowość, a jamnik też jeszcze młody i niedoświadczony i chyba przydało by mu się odrobinę więcej jadu. Pieski nie podejmują pracy. Wtedy wycofujemy się ze stodoły i ja obstawiam ewentualne drogi ewakuacji rudzielców, a kolega włazi di stodoły i tłucze się niemiłosiernie ale liska ani widu ani słychu. Wtedy ja wziąłem sukę i jeszcze raz sprawdzamy pięterko ze sianem. Jest okno. Pokazuję Gorze, a ta natychmiast podejmuje pracę. Momentalne dojście i walka aż się stodoła rusza. Lisy (okazało się później, że były dwa) słysząc nas na górze stawiają się niemiłosiernie. Nagle jeden wyjeżdża jak rakieta, pada strzał, pudło i lisek już jest na dole. Kolega skacze za nim ale przechera zamiast wiać w pola zawraca do stodoły i znika w oknie pod ogromna stertą mieszaniny słomy, siana, desek, sprzętu rolniczego, drewna i całego mnóstwa innych rupieci. Na piętrze nadal trwa wojna ale po niedługim czasie wyjeżdża kolejny lisek, który już tyle szczęścia nie miał. Został w ogniu. Potem jak zwykle wypada suczka i używa sobie ile wlezie. Kufa trochę pocięta, oby się do soboty wygoiła bo ją wystawa czeka. Drugiego lisa już nie doszliśmy. Suka po walce już nie pracowała jak trzeba i jeszcze pożarła się z jamniorem więc odpuściliśmy. Do kolejnej norowaczki! Sorry za opisik ale nie mogłem się powstrzymać. Darz Bór

Autor: Trojak  godzina: 08:54
W istocie sanczopanda- nie zrozumiałem Cię; faktycznie, ciekawe podejście, jeszcze ciekawsze- na ile Wam to wychodzi, opisz. Darz Bór.

Autor: MARS  godzina: 09:25
sanczopanda, zacznij polować, nabierz praktyki a potem mentorsko nauczaj. Teoria to nie wszystko... Ad trebor Godzinka kopania to trochę mało mimo ciężkich warunków. Kopie się póki widno aż się psa znajdzie (media.lowiecki.pl/zdjecia/opis.php?p=7463) Jak nie miałem lokalizatora, zaczynałem szukac gdzies po dwóch godzinach gdy nie słyszałem psa. W tym przypadku z galerii zeszło nam 5,5. Co się okazało po kilku tygodniach, nora nie była gorąca jak nam się zdawało ale był na końcu stwór. Okazało się bo doły zasypaliśmy a po kilku tygodniach jak pojechaliśmy tam następny raz, w ostatnim dole z którego psa wyjąłem było okno z pionowym korytarzem. Drugi przypadek długiego kopania miałem z drugim psem jak jeszcze był młody. Wlazł w ślepy korytarz który był dość luźny i się za nim osypała ziemia. To że psa mam do tej pory zawdzięczam po pierwsze uporowi w szukaniu, po drugie temu że auto ze szpadlami stało niedaleko. Gdybym po szpadle musiał pojechać, pewnie stwierdziłbym że pies w międzyczasie wyszedł. Dlaczego? Ano dlatego że od 10 rano do zmroku odkryliśmy praktycznie całą norę. Wszystkie korytarze boczne były otwarte na wylot, wyglądało to jak okopy - a psa niet. Zrobiło się ciemno - trzeba było przerwać. Rano biorę urlop i znów jadę szukać psa. Każdą ścianę macam ręką a jak ściana mniej ubita to podgrzebuję palcami aż dojdę do bardziej zbitego piasku. W jednym takim miejscu podgrzebuję podgrzebuję i kiedy podgrzebałem na długość ramienia, ukazał mi się korytarz. I w nim właśnie dwa metry dalej siedział wciśnięty pies. Przed sobą miał może jeszcze ze dwa metry i chyba tylko dzięki temu przeżył, ale wyjąłem psa dętkę. Przesiedział w norze 25 godzin. Dwa dni dochodził do siebie. Po tej akcji byłem już na sto procent zdecydowany na lokalizator. PS. Przy norowaniu w zimie niezbędny prócz szpadla jest dobry kilof.

Autor: Cyfra  godzina: 09:32
Szymon Ja tylko co niektórych czytam i z jednej strony się dziwię,a z drugiej podziwiam.

Autor: musia  godzina: 09:45
Ilekroć czytam o psach "zagubionych" w norach, stogach - staje mi przed oczami Certa Marsowa. Pamiętacie przeszukiwania i rozbiórkę stogu (w 2006). W pierwszym poście składano wyrazy wspólczucia Marcinowi, on sam już chyba był lekko zrezygnowany, a potem coraz bardziej optymistyczne wieści i decyzje. To było wydarzeniem tutaj na forum. Warto poczytać ku pokrzepieniu Certa (forum.lowiecki.pl/read.php?f=13&i=15117&t=15024)

Autor: trebor  godzina: 10:25
Witam na początek wielkie dzięki tym, którzy potraktowali moje pytania poważnie i odpisali dając rady wzięte z własnego doświadczenia.Na koniec tych opisów należy wam się panowie małe wyjaśnienie{ nie pomylić z tłumaczeniem.} Błędem moim było na pewno to, że nie zostawiłem żadnej kurtki czy jakiegoś koca, ale co do zostawienia psa to troszkę się z wami nie zgodzę.Pojechałem do domu, bo robiło się już ciemno,tylko po to żeby zorganizować ludzi i cholera, co najważniejsze dobry sprzęt do kopania a nie tak jak na początku kopałem tylko szpadlem.Wszysko praktycznie było już przygotowane na akcję ratunkową na 7,00 dnia następnego wszystko to znaczy ludzie powiem ze bardzo chętni, szpadle,łopaty,kilofy i łom.Jeszcze raz wielkie dzięki i DB. PS. Czy któryś z was do opatrywania ran stosował preparat propolis w aerozolu?,a może znacie coś bardziej skutecznego? Chętnych proszę o odpowiedź.

Autor: MARS  godzina: 10:32
Ja się nigdy nie bawię w żadne środki zewnętrzne. Antybiotyk ogólnie i goi się jak na psie.

Autor: trebor  godzina: 10:41
Masz jakiś sprawdzony antybiotyk to napisz nazwę a jak pomaga twoim psom to warto go zastosować.

Autor: MARS  godzina: 10:55
Nie wiem co tam w domowej apteczce. Bo bez Rp to nic raczej nie kupisz. Z takich dość często przepisywanych to może być Augmentin 625mg - dwa razy dziennie 1/4 tabletki. Ja to sobie zawsze coś z pracy przyniosę :)

Autor: trebor  godzina: 11:06
Dzwoniłem do weta kazał psikać propolisem podobno bardzo skuteczny preparat z kitu pszczelego.Zobaczymy po paru dniach czy coś pomaga.Zawsze dobrze mieć w apteczce jakieś wypróbowane leki i je właśnie stosować.Myślę, że za dwa tygodnie wszystko się zagoi.

Autor: Hubert1  godzina: 11:19
trebor, ten propolis strasznie "śmierdzi"-nie mówiąć już o tym, że cholernie szczypie. DB

Autor: trebor  godzina: 11:26
to po jaką cholerę go polecają.jest jeszcze jeden środek o nazwie fyto-derm ciekawe co to jest za wynalazek. a to że śmierdzi ten propolis to nie znaczy że nieskuteczny.

Autor: Hubert1  godzina: 11:35
To prawda, że jak śmierdzi to nie znaczy, że nie skuteczny. DB

Autor: jafra1  godzina: 11:40
tylko szpryca !nie lecz pudrem syfa.;-]

Autor: dzikuu  godzina: 11:51
Nie każdy powinien polować z psami na lisy.

Autor: SzymonW  godzina: 14:16
ad. wszyscy małe sprostowanie do mojego postu 06-02-10 23:34, napisałem go późno po tym jak świętowałem zdane egzaminy selekcjonerskie. Wiem już teraz że nie powinienem pisać w takim stanie :(. Zgadzam się z wszystkimi co piszą "poluję z psem i wracam z psem" nie zawsze jednak udaje się to w tym samym dniu :) niestety i wcale nie widzę w tym nic złego, że zostawiam psa/norę i wracam na drugi dzień. Ważne jest aby zostawić jeszcze trochę karmy w miejscu gdzie zostawiamy swoją rzecz. Psy wychodzą na maksa wyczerpane z takiej bójki. Ja po tej sytuacji przestałem całkowicie polować na norach (tylko stogi). Nie podejmuje tego ryzyka, wystarczająco mam innych stresów. Czasami wraca się z psem niestety nieżywym. Ja tego nie chcę przeżywać. Darz bór Szymon

Autor: canislupus4  godzina: 14:59
trebor-ja rany zewnętrznie przeważnie traktuję Fatroximinem w sprayu. DB canislupus4

Autor: Karol kowal  godzina: 18:24
ad.trebor Sudokrem w aptece bez recepty krem dla dzieci goi się po nim super stosuje u siebie ,psa i konia zawsze działa

Autor: jafra1  godzina: 21:39
rany zewnętrzne to tylko kosmetyka,najwięcej zarazy dostaję sie przez krew, więc najpierw zastrzyk potem zabawa przed lustrem.co ci po tym kremie,wszystko wyliże i takie leczenie.