Poniedziałek
20.11.2006
nr 324 (0477 )
ISSN 1734-6827

Psy myśliwskie



Temat: Polowanko z dzikarzami

Autor: Jeger  godzina: 00:36
cd. Trzeciego dnia znowu sytuacja z kozą. Z boku miotu szczekanie, pisk kozy i znowu nie było rady – trzeba było skłuć. Podobna sytuacja z warchlakiem w jednym z ostatnich miotów. Ujadanie psów w gęstych świerkach, kwik warchlaka, momentami rechotanie, które nas zmyliło, bo myśleliśmy, że to locha. Dochodzimy na miejsce, chłopaki z naganki szukają gumowcami gałęzi na sosnach...:) Ale dzik widać przymurowany przez psy, a więc nie może być duży. Podchodzimy ostrożnie i wyciągamy z pod świerka warchlaka, takiego z 15 kg. Psy go trzymały za łeb i nie miał szans aby się od nich uwolnić. Jednego warchlaka przytrzymanego przez psy skłuli też dewizowcy. W jednym z miotów strzały, słychać jak na lewej flance psy szczekają agresywnie i statycznie na dzika, pewnie rannego. Odbijamy z dwójką kolegów w tym kierunku, bo psów w takiej sytuacji nie można zostawić samych. A w tym dniu pracowały w miocie 3 walijskie terierki wynajętego podkładacza, jagdterrier kolegi, który chodził ze mną, i dwa inne kundelki. Dochodzimy na miejsce i widzimy dzika o wadze pod 70 kg, który stoi postrzelony w niedalekiej odległości od linii. Krzyczę na linię, żeby nikt nie strzelał, bo z dewizowcami nigdy nic nie wiadomo. Dzik nas widzi, jest wyraźnie zamroczony i nie radzi sobie z psami. Widać że postrzelony, trochę kuleje na bieg, ale nie widać dokładnie gdzie. Psy szaleją, ale ostrożnie – widać że opolowane. Czepiają się tyłu, dzik siada, wstaje, kręci się w kółko. W pewnym momencie naciera na psy agresywniej, akurat na kundelka z małym doświadczeniem, który się przewraca i zostaje przygnieciony gwizdem do ziemi. Pies skomli, odskakuje i ucieka z pola walki. Potem się okazuje, że ma rozciętą łapę od łokcia do opuszek. Zjawia się jeden z prowadzących z dewizowcem. Psy na dziku, a nie bardzo mi się uśmiechał pomysł, aby to dewizowiec dostrzelił dzika. Za zgodą prowadzącego poprosiłem dewizowca o broń, króciutki ekspres z lunetą o małym powiększeniu. Spojrzałem przez lunetę – podświetlane koło z punktem w środku. Wiedziałem, że przy mojej sympatii do psów będę uważał podwójnie, aby czasem któregoś nie zastrzelić. Podszedłem trochę bliżej do dzika i nawet był moment, że mogłem strzelić, ale zauważyłem brak jagdterriera, który akurat schował się za dzikiem. Liczyłem w duchu na jakąś czystą sytuację, ale jak tu na taką liczyć, jak psy atakują dzika, są wszędzie i w ułamku sekundy mogą wpakować się na krzyż, a raczej kropkę...:( Tego, co się stało w następnej chwili, niestety nie przewidziałem, bo dzik zaszarżował na mnie. Nawet nie podniosłem broni do oka, choć zdążyłbym może strzelić, ale z tyłu i z boku dzika były psy. Dosłownie kiedy dzik był już przede mną, odruchowo, bo przecież nie było czasu na myślenie, trzymając broń w prawym ręku niczym miecz, odskoczyłem w lewo za dwie sosenki niczym torreador. Minęliśmy się może w odległości 0.5 –1 m. Widziałem w jego oczach, że miał ochotę zakręcić, ale przez te dwie sosny, które nas dzieliły, i mój szybki odskok, zawahał się i...poszedł na kolegów.:) Ja już nic nie widziałem, co się tam działo za mną (koledzy oczywiście z dewizowcem w nogi), bo wydarłem do przodu ile sił w nogach, licząc że dzik zawróci, patrząc tylko za siebie i uważając, aby gdzieś ekspresem nie wyrżnąć w sosnę. Ciśnienie to chyba miałem najwyższe w życiu, a duszę na ramieniu.:) Dzik przystopował za mną i znowu zajęły się nim psy. Jak ja, będąc w niemałym szoku, do niego znowu podszedłem na kilkanaście metrów to nie wiem i sam się sobie dziwię.:) Ale miałem go w końcu na czystej pozycji, kiedy linia ja – dzik – koledzy tworzyła kąt prosty. Dzik przez moment do boku, psy widzę za nim, kropka lunety za ucho, strzał i dzik zwalił się martwy. Psy doskoczyły i teraz to już mogły sobie poużywać do woli. A do mnie powoli zaczęło docierać, że miałem więcej szczęścia niż rozumu...:) Gdyby dzik był szybszy, gdybym potknął się w OP1 po podeszwy i wyłożył...? No, ale załatwiłem drania, psy, poza kundelkiem, któremu tymczasowo opatrzyliśmy łapę opatrunkiem z myśliwskiej apteczki, całe i zdrowe.:) Ha, i gdzie człowiek jak nie w nagance z psami może mieć takie przygody!?:) Dewizowiec pogratulował mi strzału, a przedtem to ponoć powtarzał : kulwa, kulwa, kulwa...:) Ja też powtarzałem ten wyraz jak mantrę jeszcze przez trzy mioty, tyle że po polsku...:) DB Jeger

Autor: Alej.....  godzina: 09:26
Jeger, no toś piecem poszedł ... a żonie opowiadałeś??? Cuma już dzika widziała? Młoda chyba jeszcze ...? Pozdrawiam, alej

Autor: dzikuu  godzina: 10:07
No to nam się Jegerek rozkręcił. Adrenalina dobra rzecz ale niebezpieczna. dzikuu.

Autor: Akra  godzina: 11:41
No Jeger, Hubert dostarcza Ci mocno urozmaiconych przeżyć. Dobrze, że finał i dla Ciebie i dla Demona szczęśliwy. U nas zające są zdecydowanie mniej agresywne. Pozdrawiam i Darz Bór A ndrzej

Autor: rubens  godzina: 14:53
Jeger - Szczęściarzu, Dobrze, że się tak to skończyło... Warto było prosić bo historia zaiste mrozi krew w żyłach! A nie pisałem, że naganka to sport ekstremalny? Darz Bór, Łukasz

Autor: jurek123  godzina: 15:49
`Wiesz mam takie odczucie że ci myśliwi co tam stali to tak jako jakiś dodatek ,bo i po co jak psy więcej wydusiły niz oni strzelili.Mnie osobiście takie polowanie z psami w głowie sie nie mieści.

Autor: Jeger  godzina: 18:16
ad. Alej Jak na razie cieszę się stanem kawalerskim, więc nikt na mnie w domu nie czeka..:) Ma to swoje dobre strony jeśli chodzi o "wyżywanie się" na polowaniu i gorsze jeśli chodzi o inne...:) Cumy na razie nie biorę na tego typu eskapady, bo uważam, że pies powinien mieć conajmniej rok - wtedy przynajmniej fizycznie jest przygotowany. Cuma na razie gania zające, sarny, ogląda krowy:), uczy się jak nie gubić tropu ścigając zwierza i wracać do pana. Takie tam spacery po lesie i polu, polowanka indywidualne... Dziki widziała, ale martwe.:) No i ciągle ma problemy z ogonem...:( ad. Guzik Broni to mieć w nagance załadowanej nie można, nie mówiąc o strzelaniu (to tak regulaminowo). A poza tym strach by było strzelać, bo naganka liczna często idzie nierówno, myśliwi na linii też często nie wiadomo gdzie stoją... A niechby się coś stało przy takim strzale? - toż to kryminał... Inna rzecz, że człowiek czułby się pewniej idąc z bronią, ale jest jak jest... ad. Akra A powitać Kolegę po zawodowej linii.:)) Mam nadzieję, że nie prędko będziemy mogli porozmawiać o polowaniu w warunkach "zawodowych"...:)) Wystarczy mi w tym roku emocji...:)) Pałac Kultury ciągle z łowiska widoczny....?:) Ad. Rubens Twój dzik pewnie żyje...:) W tym roku wyjątkowo nie braliśmy gór przy jeziorze Bytyń Wielki. Może na Wigilijnym...:) ad. jurek123 Nie do końca jest tak jak myślisz. Trzy dni polowania, 160 strzałów, 28 szuk strzelonej zwierzyny. Kto miał więcej okazji do polowania...? Nie tak często w naszym kole dziki rozwalają psy - to polowanie było wyjątkowe. Jednocześnie człowiek ma świadomość, że każdy strzelony dzik, do którego psy doskakują, może się okazać "nie dość" strzelonym, i może być po psach. Trzeba zbiegu sprzyjających okoliczności, aby dzik zrobił krzywdę psom. Ale z takim zbiegiem okoliczności trzeba sie liczyć... A co do kłucia zwierzyny, to nikt by tego nie chciał, ale jest to koniecznością - aby zaoszczędzić zwierzynie cierpień. Nie zawsze da się oswobodzić kozę od psów czy warchlaka, bo nie zawsze jest odpowiednia ilość osób na miejscu. A psom się nie wytłumaczy, aby dały sobie spokój... A jeśli nawet się to uda, to zwierzę jest w takim stresie, że nie zdoła uciec ponownie psom - dogonią je znowu. Czasami ten sam los spotyka jenoty. Kozy trafiają się raczej rzadko, a jeśli chodzi o dziki, to bywały polowania, gdzie na pokocie leżało więcej dzików z naganki, niż strzelonych...:( Tak nie powinno być, ale co zrobić jak dwa nawet psy odnajdą w miocie warchlaka z sierpniowego czy wrześniowego wyproszenia...? Populacje dzików są odmłodzone, często w miocie można spotkać dziczki po parę kilo. Na tym polowaniu też był taki - dosłwnie bez szczeciny o wadze z 10 kg. Nie przeżyłby zimy. Jeden pies by go zatrzymał, a gdzie tu mówić o 6-8 psach...? Tak się pomieszało w tej przyrodzie....:( DB Jeger

Autor: jurek123  godzina: 20:05
Kol Jeger.Popatrz jest obok na forum temat ,myśliwy jednym strzałem strzela dwa dziki.Odbywa się sąd koleżeński na forum.Wszyscy go potepiają.W twoim temacie psy duszą kozy i dziki.,ty z bronią cudzoziemca biegasz pol lesie by dzika dostrzelić .Cudzoziemiec zamiast stać na stanowisku w jakiś sposób znalazł się w miocie koło ciebie z innym myśliwym.Paranoja i ogólny bałagan ,nie mówiąc o kompletnym braku respektowania reżimu zachowania bezpieczeństwa na polowaniu zbiorowym. Dlatego napisałem że nie mieści się to w mojej wyobrażni,choć sam poluję ponad 40 lat. To tyle moich refleksii z twojego reportażu o polowaniu napisanego zresztą bardzo ładnie i przejrzyście. Pozdrawiam.

Autor: greg  godzina: 20:30
A teraz będzie sąd nad Jegerem. masz racje Jeger nie tylko przyroda ale świat jest popieprzony. Tak jakby zycia ktos nie znał, a ono nam rózne scenariusze pisze Pozdrawiam Cie Jeger serdecznie i życze jak najmniej takich przypadków greg