|
|
Niedziela
09.08.2026nr 221 (7679 ) ISSN 1734-6827 Hyde Park Corner Temat: Dom wariatów Autor: August godzina: 22:20 „Widzieć zło każdy głupek potrafi, za to dobro niewielu jest dane widzieć” – te słowa idealnie punktują fakt, że do siania defetyzmu wystarczy byle rura, ale dostrzeżenie i zrozumienie pozytywów wymaga już jakichś śladowych ilości mądrości oraz wrażliwości. Tymczasem seria wpisów naszego dyżurnego Starca brzmi niczym salwa ze zdezelowanej pepeszy – huku mnóstwo, a efekt taki, że po stu metrach każdy wystrzelony pocisk można by łapać w locie czapką. Kiedyś produkował się tutaj niejaki kapral WOP „narzynacz”, który z dumą wcielał się w rolę wybitnego stratega. Podobnie jak Starzec, karmił nas alarmistycznymi teoriami wyssanymi z publicystyki „Rzeczpospolitej”, od których postronnym czytelnikom opadały nie tylko ręce. Widząc ten festiwal bzdur, spieszę z komentarzem, podciągając poziom dyskusji nieco wyżej. Autor rewelacji, którymi tak namiętnie ekscytuje się nasz portalowy mędrzec, mentalnie wciąż tkwi w regulaminach taktycznych z epoki Układu Warszawskiego. Sęk w tym, że pojęcie „snajpera” w tamtych skansenowych przepisach w ogóle nie istniało. Dzisiaj dla profesjonalistów dedykowany jest nowoczesny sprzęt, o którym autorom takich tekstów najwyraźniej się nie śniło: Bor (7,62 mm NATO), Grot-7,62N, Sako TRG (21/22/M10) czy wielkokalibrowy potwór Tor (WKW Wilk). Nie wspominając o jednostkach specjalnych typu GROM, JWK czy Formoza, które na zakupy chodzą własnymi ścieżkami i strzelają z zachodnich systemów z najwyższej półki, jak choćby Accuracy International w kalibrze .338 Lapua Magnum czy bezkompromisowe konstrukcje Barretta. Współczesny strzelec wyborowy to nie jest poborowy z łapanki, lecz żołnierz o elitarnych cechach psychofizycznych. Do dyspozycji ma nowoczesną broń systemową, obwieszoną termowizją, noktowizją, dalmierzami laserowymi i całą masą innych „kosmicznych” technologii skutecznie wydłużających zasięg ognia. Owszem, wysłużone radzieckie karabiny samopowtarzalne SWD / SWD-M Dragunowa (na nieśmiertelny nabój 7,62 × 54R) wciąż gdzieniegdzie łatają dziury w drużynach piechoty, ale są już systematycznie wysyłane na zasłużoną emeryturę. Co więc tak naprawdę kuleje w naszej armii? Na przekór medialnym krzykaczom – na pewno nie zapasy amunicji w brygadach zmechanizowanych. Mało tego, gogli noktowizyjnych i termowizorów mamy podobno wręcz nadprodukcję. Prawdziwym problemem jest brak nowoczesnych, profesjonalnych rusznikarni. Brakuje specjalistów potrafiących ten cały zaawansowany szpej systemowo serwisować. Skończyły się bowiem czasy Układu Warszawskiego, gdzie szczytem techniki rusznikarskiej było „przyspawanie byle lunety do kałacha”. Naszemu czołowemu – choć wyłącznie gazetowo-portalowemu – ekspertowi przypomnę tylko, jak wyglądają realne struktury tych rzekomo „bezbronnych i gołych” formacji. Polską piechotę zmechanizowaną oraz zmotoryzowaną reprezentują m.in. brygady: 12., 15., 17., 19. i 20. W pełnym etacie wojennym jedna rozwinięta brygada ma liczyć do 5000 żołnierzy. Pięć brygad daje nam okrągłe 25 tysięcy ludzi pod bronią. Z tej puli strzelcy wyborowi stanowią maksymalnie 2%. Matematykę pozostawiam Starcowi – może uda mu się policzyć, o jak mikroskopijnej skali „katastrofalnych niedoborów” tak głośno bije w bębny autor tego żałosnego artykułu. Zresztą, inne media również bezlitośnie obśmiały te rewelacje, nad czym nasz portalowy teoretyk wojny teraz rzewnie ubolewa. |