strona główna forum dyskusyjne




























     Cały album zdjęć


POLOWANIE NA GŁUSZCE I CIETRZEWIE W SZWECJI

Już drugi rok z rzędu skorzystałem z zaproszenia na polowanie do Szwecji od Jerry Kilen'a, obecnie członka mojego koła i właściciela biura polowań Mr. Trophy w Sztokholmie. Tym razem Jerry zorganizował polowania na ptactwo w gminie Vilhelmina, 850 km na północ od Sztokholmu. Z mojego koła pojechaliśmy we dwoje, oprócz mnie wybrał się skarbnik Marek Szymborski.

Do łowiska jechaliśmy dwa dni, razem z prezesem Tomkiem Maniawskim i łowczym Jurkiem Błaszczykiem z KŁ Ostoja z Dębicy, Bohdanem Jasiewiczem, doświadczonym myśliwym z Warszawy oraz z grupą wędkarzy z południowej Polski. Po drodze odwiedziliśmy w Forsmo kolegę ze wspólnego polowania na łosie Ove Sahlin, który zarządza dużą hodowlą ryb rzecznych i jeziorowych wpuszczanych co roku do środowiska naturalnego w północnej Szwecji. Hodowla finansowana jest przez państwo, w związku z blokadą przez zapory i elektrownie wodne naturalnego szlaku ryb w górę rzek. Do miejsca zakwaterowania dojechaliśmy w niedziele 22 września i zamieszkaliśmy w ośrodku przeznaczonym dla myśliwych i wędkarzy 25 km za Stalon, w którym zajęliśmy jeden pawilon z 6 pokojami, pełnym wyposażeniem sanitarnym, kuchnią i dużą salą świetlicowo-jadalną. Zaprowiantowanie mieliśmy własne, uzupełniane ewentualnie zakupami w najbliższym sklepie (6 km). Dokumenty uprawniające do polowania otrzymaliśmy od Alfa Nilssona, nadleśniczego, z którym polowaliśmy w ub. r. w Polsce.

Od poniedziałku wszyscy rozpoczęliśmy polowanie, przede wszystkim zainteresowanyni głuszcami i cietrzewiami, które widzieliśmy już jadąc do Stalon. Klasyczne polowanie na te kuraki jest polowanien spod psa, z tym, że pies nie wystawia ptaka stójką, tylko zajadle oszczekuje go na drzewie. W tym czasie myśliwy podchodzi bardzo cicho próbujac wypatrzyć ptaka na drzewie. Nie jest to łatwe bo poluje się w stosunkowo gęstym starodrzewiu świerkowym i trudno jest podejść na pewny strzał śrutowy. Dlatego bardziej skuteczny jest strzał kulą, na odległośc 60 m - 80 m, szczególnie, że strzał śrutowy w takim lesie, jeżeli ptak się zerwie jest ekstremalnie trudny, bo ptak pomimo swojej wagi nabiera od razu szybkości ca 18 m/s (mniej więcej prędkość kaczki), ale w locie pomiędzy koronami drzew i nie ma jak go przymierzyć.

Pierwszego głoszca koguta strzelił Bohgdan, przeczesując bez psa starodrzew z podszyciem bogatym w jagody i borówki. Kogut zerwał mu się z ziemi zanim go dostrzegł, ale strzałem z rzutu przez drzewa trafił bezbłędnie. W podobnej sytuacji ale spod psa, ja strzeliem koguta głuszca następnego dnia. Pies zaczął głosić kuraka i widziałem, jak miota się pomiędzy dwoma drzewami, ale nie mogłem dostrzec ptaka, chociaż podeszłem na około 20 m od psa. Nagle z drzewa bardziej w prawo, na które nawet nie patrzyłem zerwał sie głuszec, którego zobaczyłem kątem oka i błyskawicznie zginął za drzewami przede mną. Rzut bronią w jego kierunku i strzał przez gałęzie gęstego świerka, bez celowania i nawet bez dostrzeżenia czerwonej plamki Leupold, zainstalowanej na drylingu. Po strzale głuszec mignął mi jeszcze między następnymi drzewami w locie koszącym w dół. Pomyślałem, że może swoim zwyczajem schodzi niżej, żeby dołem odlecieć na inne drzewo, ale równocześnie nie pozbywałem się nadziei, że jednak został trafiony. Podprowadzacz pyta się czy trafiłem, nie wiem i dopiero głos Marka: "leży!!", dodał tego prawdziwego smaku tej krótkiej przygodzie łowieckiej. Pytałem się potem przewodnika psa, dlaczego pies głosił nie pod właściwym drzewem, a on zwrócił uwagę, że wieje bardzo silny wiatr i pies czuje zapach głuszca przyniesiony przez wiatr kilka metrów dalej.

Z psami polowaliśmy tylko dwa dni, bo to jest jednak znaczny wydatek, ale mimo wystawiania przez nie jeszcze kilku ptaków, nikt nie doszedł do strzału. Po prostu ptaki szybciej opuszczały gałęzie, zanim strzelcom udało się podejść i strzelić. Na pozostałe dni pozostał tradycyjny sposób polownia z podchodu w wysokim lesie oraz łatwiejsze szukanie ptaków lubiących poranne i wieczorne spacery po leśnych duktach w celu uzupełnienia w żołądku gastrolitów, tj. małych kamieni wynajdywanych wdłuż szutrowych dróg. W ten sposób upolowano pozostałe głuszcze. W 'pokocie' po tygodniowym polowaniu mieliśmy:

  • Tomek - głuszca koguta, kurę i zająca bielaka
  • Marek - głuszca koguta i kurę
  • Bogdan - głuszca koguta i pardwę
  • Jurek - głuszca kurę,
    a ja zostałem przy jednym kogucie, nie oddając więcej strzałów. Cietrzewie widzieliśmy, ale żaden z nas nie doszedł do strzału.
  • Wędkarze mogli się pochwalić nie gorszymi rezultatami. Codziennie przynosili do 10 ryb, przede wszystkim łososi i szczupaków. Szczególnie te ostatnie okazały się nadzwyczajnym rarytasem, ponieważ ich delikatne mięso wolne było od znanego u nas smaku błotnego. Zresztą skąd zapach błota w tak czystych wodach, jakie spotyka się w północnej Szwecji. Ludzie tam mieszkający piją wodę bezpośrednio z rzek i jezior, a byłem świadkiem, jak przewodnik psa gasił pragnienie wodą z bagna.

    Sześć dni pobytu minęło bardzo szybko. Oprócz polowania odbyliśmy wycieczkę do starej osady Lapońskiej oraz na płaskowyż przy granicy z Norwegią, gdzie ponad poziomem występowania lasów można spotkać całe stada pasących się reniferów. Na tej wysokości byliśmy już o krok od śniegów na szczytach, a zimowa pogoda dawała się już odczuć. Przyroda tej części Szwecji jest dzika, ale przez to niebywle piękna. Masa zrobionych zdjęć będzie nam przypominać te zakątki Europy

    W podróż powrotna wyruszyliśmy w niedzielę 29/09 już o 4:15, bo przed nami było prawie 900 km jazdy, a prom odchodził o 17:00. Mimo tak długiej drogi przejazd był stosunkowo łatwy i przyjemny. Łatwy, bo na drogach nie ma dużego ruchu i policji pilnującej prędkości jazdy, a przyjemny, bo ilość zwierzyny dzikiej spotykanej wzdłuż szosy niebywała. Zanim dobrze się zrobił dzień spotkaliśmy zająca bielaka, stadko głuszców, dwa razy łosie, byka, dwie klępy i trzy łoszaki oraz później już bardziej w południowej części Szwecji ogromną ilość gęsi. Na prom zdążyliśmy z 2 godz. zapasem, a spokojny Bałtyk pozwolił wypocząć przed nowym tygodniem w pracy.

    Opracował 07/10/2001
    Piotr Gawlicki
    Prezes K.Ł.Cietrzew
    w Gdańsku

    Powrót do polowań


    Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
    Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.