strona główna forum dyskusyjne


























Pytał: Magda
Data: 27/12/2012
Publikacja: 31/12/2012
Pytanie: Mam pytanie odnośnie zdarzenia sprzed 3 lat, które nie daje mi spokoju. Na zbiorowym polowaniu sylwestrowym (tata jest myśliwym a ja byłam w nagance) zastrzelony został nasz pies. Zastrzelił go kuzyn prowadzącego polowanie - jest z innego koła. Pomijam już fakt, że strzelał w miot, gdy naganka była blisko. Zastrzelił 3 dziki, które mój pies prosto na niego wyprowadził. Pies cały czas głosił a na szyi miał obrożę odblaskową więc jego obecności nie dało się nie zauważyć a mimo to "myśliwy" strzelał. Jedna z kul trafiła psa w głowę więc nic nie mogliśmy zrobić żeby go ratować. Straciliśmy najlepszego psa i przyjaciela jakiego mieliśmy. Ogólnie rzecz biorąc sprawa została zamieciona pod dywan - żadnych konsekwencji, mało tego myśliwy otrzymał medal króla polowania. O ile jestem w stanie zrozumieć, że wypadki się zdarzają i można psa stracić, to nie mogę pogodzić się z tym, że w takiej sytuacji myśliwy otrzymuje medal króla. I stąd moje pytanie czy w takiej sytuacji słusznie wręczono medal?

Odpowiedź:
Nie mieszałby do tej sytuacji etyki, szczególnie nazywanej łowiecką, bo ta nie ma ze sprawą nic wspólnego. Zakładam, że nie zastrzelił psa celowo i dlatego uznano go królem polowania. Może, gdyby umiał się zachować, to medal oddałby właścicielowi psa, ale nawet ten gest nie kończyłby sprawy. Bez znaczenia pozostaje również działanie koła, które jak rozumiem, zamiotło sprawę pod dywan umywając ręce i jeżeli tak było, to koło nie potrafiło się zachować i to nie tylko etycznie, ale przede wszystkim oszukało właściciela psa nie biorąc na siebie odpowiedzialności. To na kole spoczywał obowiązek odszkodowania i zadośćuczynienia dla właściciela psa, bo pies pracował na rzecz koła, organizatora polowania.

Jeżeli właściciel psa nie otrzymał odszkodowania, to dalej ma do niego prawo, bo takie odszkodowanie przedawnia się po 10 latach. Roszczenia odszkodowawcze może być ciągle jeszcze złożone do sądu powszechnego, jeżeli koło nie chce się dogadać, a strzelający nie poczuwa się do winy i sam we własnym zakresie nie proponował odszkodowania. Roszczenia przeciwko strzelającemu nie polecam, bo trzeba byłoby mu udowodnić winę, a tej raczej nie było, ale koło na zasadzie ryzyka w pełni odpowiada za zastrzelenie psa na swoim polowaniu.

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2018 P&H Limited Sp. z o.o.